Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/cotidiana.do-szosty.beskidy.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
- Po co? Mężczyźni nie żenią się z kochankami.

zapędzić się w kozi róg.

- Po co? Mężczyźni nie żenią się z kochankami.

Po pierwsze, Belton szybko by go tam odnalazł, przełożyliby piknik na inny dzień, Robert
- Tak, milordzie - powiedział pan Mullins z ukłonem.
- Przepraszam - wtrącił Jackson
Kiedy obeszli już wszystkie piętra i upewnili się, że wszystko jest w idealnym porządku, Philip wezwał windę - inspekcja dobiegła końca.
- Lily wróci do domu i wszystko się uspokoi.
- Przekonasz się.
- Wyszedłszy do holu, trzasnął za sobą drzwiami.
- Poważnie? - Santos uśmiechnął się tym razem szczerze. - No i jak się sprzedaje mój tradycyjny hamburger z krowy?
- Wystarczy, że strzelę palcami, a ona przestanie należeć do mojej rodziny i bałagan
- Dobrze pani wyedukowała podopieczną - stwierdził lord Belton.
Ruszył za nią korytarzem. Po wejściu do małego narożnego saloniku stanęła przy
wzrokiem panujący mrok. Tom przyglądał się jej zdumio-
- Od jak dawna znasz prawdę?
Chociaż Lucia zapewne wszystko o nim wie.

206

– Odetchnęła głęboko, żeby się uspokoić, nerwowo zaciskała dłonie, jakby się bała, że
– Tak wówczas sądziliśmy, ale to fatalny sposób na popełnienie samobójstwa. Bardzo
co zaczął tamten.
- Są inne ślady? - Nie, ale sprawdzamy pod paznokciami. Mamy nadzieję, że zaatakowała zabójcę wolną ręką, i znajdziemy naskórek do badań DNA. - Jak to się stało? Przecież miała coś z sercem, nie podłączyli jej do monitora? - Owszem, ale pielęgniarka, która czuwała w dyżurce, pobiegła do innego pacjenta. W pokoju 312 włączył się alarm. Przypuszczam, że nasz morderca wśliznął się tam, odłączył faceta od monitora, a gdy alarm zaczął piszczeć, wszyscy pognali do tamtego pokoju. Morderca zakradł się do Bernedy, wyłączył monitor i załatwił ją. Nie potrzebował wiele czasu. I tak już ledwo żyła. - Jej alarm się nie włączył? - Nawet nie pisnął. Był wyłączony, ale na pewno nie przez pielęgniarki. Ktoś wiedział, co robi. - Wspaniale - warknął. - A ten facet z 312? W porządku? - Ledwie zipie. Nic nie pamięta. Ale sprawdzamy też jego pokój i pytamy wszystkich z nocnej zmiany, co pamiętają, Jak dotąd nikt nic nie widział. Nic podejrzanego. - Czas zgonu? - Między trzecią piętnaście a trzecią dwadzieścia; to znaczy wtedy odezwał się alarm tamtego faceta. Kiedy pielęgniarki wróciły do dyżurki, było już po wszystkim. - A wcześniej? Została przyjęta chyba wczoraj. Może coś mówiła? Morrisette potrząsnęła głową. - Właściwie nie. Otworzyła wieczorem oczy i powiedziała coś niewyraźnie. Pielęgniarka nie mogła zrozumieć. Wydawało jej się, że pacjentka prosi o cukier. Ale to niemożliwe, przecież pani Montgomery miała lekką cukrzycę. - Lekką? - Nie brała insuliny. Pokojówka, Lucille, natychmiast się spakowała. Hannah, najmłodsza córka Bernedy, twierdzi, że pokojówka wybiera się do swej siostry na Florydę. Skoro stara wyciągnęła kopyta, to nic tu po niej. - Rozumiem, że nie jest blisko związana z rodziną. - Chyba nie, chociaż opiekowała się wszystkimi dziećmi. Z tego co zrozumiałam, dostanie część majątku. Reed przypomniał sobie detektywa Montoyę z policji w Nowym Orleanie. Twierdził, że córka Lucille zaginęła. - Wróci na pogrzeb? - Nie wiadomo. Dla mnie to trochę dziwne, ale przecież w tej rodzinie wszystko jest dziwne. Trudno nie zauważyć, pomyślał Reed. - Rodzina jeszcze tu jest? - W poczekalni. Pomyślałam, że zechcesz z nimi porozmawiać. - Porozmawiam. - Poszedł za nią korytarzem do poczekalni. Caitlyn, Hannah i Troy siedzieli zgarbieni na niewygodnych kanapach. Amanda stała obok doniczki z palmą. Wszyscy mieli twarze naznaczone bólem. - Mówiłam panu - odezwała się Amanda, gdy tylko wszedł - mówiłam panu, że tak będzie! - Siniak nad okiem przybrał kolor, którego w żaden sposób nie dało się zamaskować makijażem, ale poza tym nie było po niej widać żadnych skutków niedawnego wypadku. - Widzi pan, co się stało! - ciągnęła wzburzona. - Nasza matka nie żyje. Mój Boże, czy wy kiedyś złapiecie tego psychopatę?
kierownicy. Chewolet zawył, wspinając się po stromej szosie na oceanem.
– Co się z nami dzieje, do cholery?
rodzinę.
– Miałem nadzieję – przyznał Bentz. Zobaczył znak zjazdu.
biedaczka.
Przycisnęła dwa palce do skroni.
przed swoim apartamentowcem, niedaleko kampusu. Kiedyś była to elegancka rezydencja,
sukniami, marynarkami i spodniami, które trzymam na wyjątkowe okazje. Mam tu nawet
– Musisz wymyślić coś innego... Jak to było? Co ten Rambo jadał?
Nie przestała się uśmiechać.
niebie. Nieduże lampy rzucały kręgi światła na chodniki, wydobywały z mroku palmowe

©2019 cotidiana.do-szosty.beskidy.pl - Split Template by One Page Love